• Historia

    Koniec XIX wieku to czas organizowania w Europie pierwszych placówek pogotowia ratunkowego. Impulsem do podjęcia takich działań stał się wielki pożar jaki wybuchł 8 grudnia 1881 roku w wiedeńskim Ringtheater. Zginęło wóczas 400 osób, a kilkaset dalszych uległo ciężkim poparzeniom. Ówczesna prasa szeroko rozpisywała się o przyczynach tragedii upatrując jej źródła w braku dobrze zorganizowanej pomocy medycznej. Powszechna krytyka skłoniła władze miasta do podjęcia odpowiednich kroków zaradczych. W efekcie w 1883 r. w Wiedniu powstało pierwsze w Europie pogotowie ratunkowe, a w niezbyt odległym Krakowie w 1891 r.

    Bydgoszcz nie była w tym czasie tak wielkim miastem, ale pamiętano, że w przeszłości sama przeżyła niejeden groźny pożar. Tragedia wiedeńska nie spowodowała wprawdzie natychmiastowego utworzenia pogotowia, jednak już w 1897 r. z inicjatywy Niemieckiego Czerwonego Krzyża urządzono w kilku punktach miasta specjalne stanowiska przygotowane do udzielania pierwszej pomocy. Oznaczone tablicami czerwonego krzyża, mieściły się w hotelu Roepke’go przy ul. Toruńskiej, oraz w restauracjach Leue’go przy ul. Dworcowej, Patzera przy ul.Świętej Trójcy i w Elysium na ul. Gdańskiej. We wszystkich tych miejscach znajdowały się nosze i materiały opatrunkowe.

    Pięć lat później zapadły w Zarządzie Miejskim nowe, ważne decyzje. By zapewnić jak najszybsze dotarcie do rannych i poszkodowanych w wypadkach, postanowiono nabyć specjalny kryty wóz sanitarny. Zakupiony z budżetu miasta pojazd został przekazany do dyspozycji Miejskiej Straży Pożarnej, a jego miejscem pobytu stał się kościół Klarysek, zamieniony przez władze niemieckie na remizę. Obsługa to woźnica i dwaj strażacy przeszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy. Przewożono nie tylko rannych w wypadkach, ale również chorych do szpitala i z powrotem do domu. Na terenie miasta obowiązywał zaprzęg jednokonny, a poza jego granicami dwukonny. Odpowiednio zróżnicowany koszt usługi wynosił 3 i 6 marek. Wszystkie te i kilka jeszcze innych zasad znalazło się w specjalnej instrukcji wydanej przez Magistrat w dniu 27 listopada 1902 r. Tak rozpoczynało swą działalność, w bardzo jeszcze prostej i ograniczonej formie, bydgoskie pogotowie ratunkowe, figurujące w starych dokumentach jako „Krankenwagen” – wóz do przewożenia chorych przy Straży Pożarnej. Wzywany na miejsce wypadku lekarz dojeżdżał własnym powozem.

    W 1912 r. Straż Pożarną, a wraz z nią wóz pogotowia przeniesiono do nowych budynków przy ul. Pomorskiej 16. Pojawienie się na ulicach Bydgoszczy wozu sanitarnego, poza oczywistymi korzyściami, przysporzyło miastu nieco kłopotów komunikacyjnych. Jadące do wypadku pogotowie bywało bowiem też sprawcą wypadków. Trakcja konna nie pozwalała na bardzo szybkie, a jednocześnie bezpieczne poruszanie się. Zachowało się kilka protokółów z opisami kolizji między tramwajem elektrycznym, a wypadającym z bocznej ulicy wozem sanitarnym. O kłopotach z zaprzęgiem konnym wspominał po latach Wojciech Kałużny, jeden z pierwszych woźniców: chorego przewożono do Szpitala Diakonisek (obecnie Wojewódzki Szpital Gruźlicy i Chorób Płuc ul. Seminaryjna 1). W czasie gdy strażak i woźnica przebywali z pacjentem w izbie przyjęć, pozostawione przed szpitalem konie spłoszyły się i ruszyły w kierunku Placu Poznańskiego. W drodze wóż przewrócił się, uległ uszkodzeniu, a konie ciągnąc sam dyszel pobiegły na ul. Pomorską do siedziby straży.

    Podczas sesji Rady Miejskiej w dniu 28 marca 1914 r. dyskutowano o konieczności unowocześnienia transportu, przewidując w niedalekiej przyszłości zakup pierwszego samochodu. Zwolennicy dotychczasowych rozwiązań uważali jednak, że lepiej nabyć drugi wóz wóż konny. Załatwi to nie tylko problem oddzielnego transportu zakaźnie chorych, ale zaoszczędzi również stresu tym pacjentom, którzy, jak podkreślano, boją się jazdy samochodem. Ostatecznie pozostał wóz konny.

    W pierwszej połowie lat dwudziestych nie nastąpiły żadne istotne zmiany. Polskie władze miejskie przyjęły rozwiązania stosowane do tej pory, chociaż już w 1922 r. stwierdzono, źe „konieczne jest jak najszybsze przejście na trakcję mechaniczną”. Przełom nastąpił w 1926 r. We Francji zakupiono dla Miejskiej Straży Pożarnej kilka specjalistycznych samochodów, w tym również dwie karetki pogotowia. Stajnie przy ul. Pomorskiej 16 przebudowano na garaże i magazyny materiałów pędnych. W budynku straży wydzielono dyżurkę dla lekarza. W ten sposób w dniu 1 lipca 1927 r. oficjalnie uruchomiono Pogotowie Ratunkowe w pełnym tego słowa znaczeniu, wreszcie ze stałym dyżurem lekarskim, na razie w godzinach od 20-tej do 8-mej. Początkowo pracowało na zmianę 6 lekarzy: B. Chełkowski, Kube, Gadomski, Włodarczyk, Żyromski i Zakrzewski. W kolejnych latach skład ten się zmieniał. W 1935 r. na wniosek Ubezpieczalni Społecznej wprowadzono dodatkowo dzienne dyżury w niedziele i święta. W latach 1920 – 1926 rocznie przewożono 1050 do 1300 chorych. Sytuacja zmieniła się po wprowadzeniu stałego dyżuru. Coraz więcej pacjentów zgłaszało się do ambulatorium przy ul. Pomorskiej. Zwiększyła się też ilość wyjazdów. Wpływał na to oczywiście i wzrost liczby mieszkańców (90095 w 1921 r. a 137146 w 1937 r.). W 1937 r. pogotowie wyjeżdżało 1784 razy. Udzielono również 437 porad na miejscu w ambulatorium.

    W wyjątkowych przypadkach, w porze nocnej, rolę pogotowia pełnił również areszt policyjny przy ul. Parkowej 7 (obecnie ul. 19 marca 1981 r.). Znajdował się tam nie tylko oddział dla wenerycznie chorych prostytutek, ale również pomieszczenie, gdzie na okres kilku godzin mogli otrzymać schronienie chorzy bezdomni.

    Po wyzwoleniu spod okupacji hitlerowskiej przywrócono organizację przedwojenną. Pogotowie podporządkowane nadal Straży Pożarnej, krótko mieściło się przy ul. 3 Maja 24, jednak już w maju 1946 wróciło na ul. Pomorską. Ówczesny tabor sanitarny to trzy karetki poniemieckie i jedna z demobilu amerykańskiego. Przez dwa lata wykorzystywano dodatkowo wydobyty spod gruzów spalonego teatru, samochód trójkołowy. Kłopoty z benzyną sprawiały, że przewóz chorego warunkowano nierzadko dostarczaniem paliwa przez zamawiającego. Nadal pracował tylko jeden lekarz w porze nocnej. Pierwsi powojenni dyżurni to dr Leopold Szturma, Jan Kantak, Walter Ruszkowski i Adam Sapruka. pracą lekarzy kierował dr Bolesław Fischbach.

    W pomieszczeniach Straży Pożarnej pogotowie funkcjonowało jeszcze ponad 20 lat. Odebrane samorządowi miejskiemu, po upaństwowieniu służby zdrowia, kilka razy zmieniło nazwę i podporządkowanie. W latach 1949 – 1958 kierowane kolejno przez dr Romana Brzozowskiego i dr Edmunda Fronczaka jako Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego, nadzorowało dodatkowo pracę stacji powiatowych.

    Dużym usprawnieniem było uruchomienie w dniu 1 grudnia 1955 r. Zespołu Lotnictwa Sanitarnego. Stworzona została bowiem możliwość szybkiego transportu ciężko chorych do odległych specjalistycznych ośrodków klinicznych w Polsce. Pierwszy przekazany przez wojsko samolot CSS-13 tzw. „kukuruźnik” stacjonował początkowo na terenie szkoły szybowcowej w Fordonie. W następnym roku zespół został przeniesiony na lotnisko wojskowe w Bydgoszczy i stopniowo otrzymywał coraz nowocześniejsze samoloty. Początkowo rocznie przewożono do 500 chorych. W latach osiemdziesiątych liczba ta wzrosła do ponad 1200.

    Na ziemi tymczasem dyrektor Henryk Chabowski przekształcił w 1959 r. pogotowie wojewódzkie w miejskie, które w rozwijającej się Bydgoszczy miało i tak wystarczająco dużo pracy. Coraz większej ilości mieszkańców (w 1946 r. 141271, a w 1960 r. 239862 osób) nie wystarczał już jeden lekarz dyżurny w porze nocnej. Wielu pacjentów zgłaszało się również w ciągu dnia. Uwieńczone sukcesem starania o nowe karetki umożliwiły zorganizowanie kolejnych zespołów wyjazdowych wypadkowo – chorobowych, oraz pediatrycznego, położniczego i zakaźnego. W połowie lat sześciedziesiątych w stacji pracowało już kilkadziesiąt osób, w tym kilkunastu lekarzy. Rocznie udzielano prawie 30 tysięcy porad ambulatoryjnych i 50 tysięcy w domu chorego. Wszystko odbywało się nadal w bardzo skromnych warunkach przy ul. Pomorskiej. Ponad 9 lat trwały zabiegi o wybudowanie całkiem nowej, własnej siedziby. Ostateczne decyzje zapadły w 1964 r. Wówczas też rozpoczęły się prace budowlane na terenie wykupionego dawnego ogrodnictwa przy ul. Ks. Markwarta. Bardzo nowoczesne wówczas pogotowie z kilkunastoma zespołami wyjazdowymi, gabinetami lekarskimi, pracownią rentgenowską, laboratorium analitycznym i 30 łóżkowym oddziałem szpitalnym, oddano do użytku w dniu 1 sierpnia 1967 r. Kierowane od roku przez dr Władysława Rzeszutka stało się ponownie stacją wojewódzką.

    Nowe, dobre warunki i rozbudowany transport sprawiły, że pogotowie przy ul. ks. Markwarta 8 stało się jedną z najbardziej dostępnych jednostek służby zdrowia w mieście. W 1984 r. wyrażało sie to w 76 000 porad ambulatoryjnych i w 95 600 wyjazdach do chorego. Wielu rannych i poszkodowanych w wypadkach operowano na miejscu we własnym oddziale szpitalnym. Ta ponad miarę rozbudowana dostępność sprawiała jednak coraz więcej kłopotów organizacyjnych kolejnym dyrektorom dr Zbigniewowi Kuczewskiemu, dr Ryszardowi Długołęckiemu i dr Marianowi Geppertowi. Pacjentom nawet lekko chorym wygodniej było wzywać pogotowie, zamiast wyczekiwać w kolejce do lekarza rejonowego. Okresowo ilość nieuzasadnionych wezwań przekraczała nawet 50%. Stan taki nie ułatwiał realizacji podstawowego zadania – udzielania szybkiej, fachowej pomocy w stanach zagrożenia życia.

    W latach dziewięćdziesiątych rozpoczęła się kolejna reforma służby zdrowia, która zakładała wprowadzanie wielu zmian organizacyjnych. Do najważniejszych należało umocnienie pozycji lekarza rejonowego zwanego teraz rodzinnym, lub domowym. Pogotowie miało się skoncentrować na udzielaniu pierwszej pomocy w stanach zagrożenia życia w nagłych wypadkach i w ciężkich schorzeniach. Już w 1992 r. nowy dyrektor dr Barbara Szudarska została zobowiązana przez Wojewódzki Wydział Zdrowia do likwidacji oddziału szpitalnego. po kilku następnych latach zamknięto ambulatorium ortopedyczne i chirurgiczne. W chwili obecnej bydgoskie pogotowie zajmuje się głównie pomocą wyjazdową, mając w stałej dyspozycji 5 zespołów reanimacyjnych i 8 wypadkowych. Ambulatorium ogólne jest czynne tylko w godzinach nocnych.

    STO LAT POGOTOWIA, TO STO LAT TRWANIA W NIEUSTANNEJ GOTOWOŚCI NIESIENIA POMOCY MIESZKAŃCOM BYDGOSZCZY I OKOLIC W CHWILACH DLA NICH NAJTRUDNIEJSZYCH, GDY ZAGROŻONE JEST ŻYCIE. OD POCZĄTKU BYŁ TO TEN SZCZEGÓLNY RODZAJ DZIAŁALNOŚCI MEDYCZNEJ, KTÓRY WYMAGAŁ I STALE WYMAGA, ZARÓWNO OD LEKARZA JAK I OD PIELĘGNIARKI, SANITARIUSZA, STRAŻAKA I KIEROWCY PEŁNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI I BEZWARUNKOWEGO ZAANGAŻOWANIA ZAGROŻONEGO NIERZADKO UTRATĄ ZDROWIA, A NAWET I ŻYCIA. HISTORIA BYDGOSKIEGO POGOTOWIA NIE JEST NIESTETY WOLNA OD TEGO RODZAJU TRUDNYCH DOŚWIADCZEŃ.

    Szczególnie tragicznie zapisał się w jego dziejach dzień 11 czerwca 1976 r. W przepompowni ścieków na Osowej Górze kilkunastu pracowników uległo ciężkiemu zatruciu siarkowodorem. Z pomocą pośpieszyło pogotowie. Pierwszy na miejscu był dr Lech Nowicki wraz z sanitariuszem Stanisławem Saracenem i kierowcą Henrykiem Rydzińskim. Chcieli jak najszybciej wydobyć, ze znajdującej sie na głębokości 12 m przepompowni, leżących tam nieprzytomnych ludzi. Nie podołali. Sami ulegli ciężkiemu zatruciu, a kierowca Rydziński zapłacił cenę najwyższą – życie. Poszkodowani zostali i inni pracownicy m.in. pielęgniarka Krystyna Owczarek. Podczas przewozu do szpitala reanimowała tracącego oddech chorego. Udzielając pomocy sama uległa zatruciu. Nie mniej tragiczny był dzień 28 grudnia 1985 r. Śmigłowcem sanitarnym transportowano z Bydgoszczy i Ciechocinka do Warszawy 4 pacjentów. Kilkanaście kilometrów od stolicy nastąpiło nagłe pogorszenie warunków pogodowych. Z niewyjaśnionych do końca przyczyn śmigłowiec runął na ziemię. Wszyscy zginęli, w tym pilot Adam Białecki i sanitariusz Henryk Gęszczak. Niestety w działalność związaną z ratowaniem ludzi wpisane są i tak bolesne zdarzenia.